Rodzinne Grzybobranie – w wydaniu Trefl’a

Pamiętacie te emocje, gdy jako dzieci w niedzielne popołudnia graliście z rodzicami czy dziadkami w Grzybobranie? Choć w post-PRLowskim wydaniu nie liczył się look gry, tylko sam fakt, że coś można wrzucić do koszyczka, a nie tylko rzucać kostką i przesuwać się do mety, to jednak granie we współczesną wersję jest jeszcze smaczniejsze :)

Gdy w zaprzyjaźnionym sklepie z grami zobaczyłam współczesną wersję Grzybobrania: W Zielonym Gaju Trefl’a, od razu wszystkie dobre wspomnienia wróciły :) W domu Li wpadła w zachwyt na widok maleńkich grzybków i koszyczków i od razu zabrała się za ustawianie planszy. I tu ciekawostka: plansza jest 3-poziomowa i w trakcie gry przechodzimy przez wszystkie poziomy:)

grzybobranie

Grzybobranie

Grzybki (maślaki, borowiki i muchomorki) wciskamy w dziurki na planszy i ruszamy na zbiory! Po drodze spotykają nas niesamowite przygody: wpadamy na dziki lub zające, pijemy ze źródełka czy wchodzimy na leśną górę: wszystko po to, żeby raz jeszcze rzucić kostką albo przeczekać jedną kolejkę.

DSC_9158 DSC_9159 DSC_9168

Gra się naprawdę wyśmienicie. Nawet możemy dostosować punktację do wieku najmłodszego gracza:

– wersja 1: kto zebrał najwięcej wszystkich grzybków

– wersja 2: kto ma więcej, ale jakich grzybków (jadalne +2 pkt/niejadalne -1 pkt)

Jedyny minus to słabo sklejone grzybki, ale temu można łatwo zaradzić na samym początku przyklejając Kropelką wszystkie kapelusiki do grzybkowych łodyżek :) Tak poza tym to naprawdę najlepsze wydanie Grzybobrania w jakie kiedykolwiek grałam :)

DSC_9162

A czy Wy macie swoje ulubione gry z dzieciństwa, które odkryłyście na nowo ze swoimi maluchami?

Przeczytaj poprzedni wpis:
“Mam oko na liczby” A.D.Mizielińscy – czyli matematyka dla smyka

Jeszcze z żadną książką nauka matematyki nie była taka zabawna :) "Mam oko na liczby" Mizielińskich podobnie jak "Mam oko

Zamknij