Rajska Malezja i Singapur z rocznym dzieckiem

Niebiańskie plaże z chylącymi się do turkusowego morza palmami…

Bialutki i delikatny jak mąka piasek…

Relaks w hamaku na werandzie bambusowej chatki oddalonej 20 metrów od koralowej laguny…

Nurkowanie, snorklowanie, trekking po równikowej dżungli…

Miasta, w których kolonialna atmosfera i architektura płynnie miesza się ze współczesnym tętnem życia…

Uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do życie ludzie i pyszne jedzenie, które twoje dziecko wcina ze smakiem…

A przede wszystkim wspólnie spędzone 2 tygodnie w iście rajskiej atmosferze i to tylko za … 2000 zł :)

Singapur i Malezja to jak dla mnie idealna destynacja na wakacje z dzieckiem – nasza córka miała roczek, ale nawet pół roczny szkrab będzie super kompanem do takiej podróży. Ludzie w Azji wprost kochają dzieci i na każdym kroku pomagają i się uśmiechają czy zagadują. Powiem Wam szczerze, że nasze podróże po Azji nigdy wcześniej nie były takie autentyczne i przyjemne jak od czasu kiedy jeździmy tam z dziećmi :)

Być może ciarki Was przechodzą już na samą myśl, jak będzie wyglądał 12-godzinny lot z takim maluchem.

My też się tego obawialiśmy, więc zabraliśmy mnóstwo soczków, przekąsek, podróżnych zabawek, a przede wszystkim wykupiliśmy nocny lot z miejscami pod ścianką do której nocą stewardessa doczepia lotnicze łóżeczko dla dziecka. Tym samym 10 z 12 godzin lotu nasza Li słodko przespała wygodnie rozciągnięta w swoim lotniczym gniazdku. A przez pozostały czas uradowana nie chciała z tego latającego łóżeczka wyjść: jadła i  bawiła się w nim (przy niemałej uciesze naszych kolan ;)

Singapur już od poziomu lotniska nas zachwycił. Lotnisko Chiangi nie bez kozery jest na podium w rankingach na lotnisko najbardziej przyjazne podróżującym z dziećmi :) Lidzia od razu największy ubaw miała wyczekując naszych plecaków na taśmie, a potem jeżdżąc z terminala na terminal podniebnym tramwajem :)

W Singapurze gościła nas hinduska rodzinka z 2-letnią dziewczynką, więc już na starcie pomogli nam jeszcze bardziej skorygować plan zwiedzania w oparciu o potrzeby dziecka :) I powiem Wam szczerze – Singapur to genialne miasto dla dzieci. W każdym domu handlowym (a są tu ich setki) najczęściej na dachu znajduje się plac zabaw. I to bardzo często jest wodny plac zabaw :) Zoo w Singapurze to ewenement na skalę światową – kilkakrotnie wygrało już rankingi na najlepsze zoo na świecie, więc to jest zdecydowany must-see – małpki skaczą luzem nad głowami, papugi bez klatek, gigantyczne żółwie, panda wielka i masa innych super atrakcji z nocnym zoo-safari włącznie :) Poza zwyczajowymi atrakcjami turystycznymi w Singa mamy też tropikalną wyspę (choć nieco sztuczną) Santosa, Legoland i wielki park rozrywki Puteri Harbour. 

Singapur z dzieckiem
Kolonializm na każdym rogu, czyli Raffles Hotel, w którym zakochałam się totalnie :)

DSC_5867

DSC_5881

DSC_5889

DSC_5885
Z perspektywy bycia pod dachem, tropikalna ulewa to pikuś :)

DSC_5914

DSC_5928
Singapurskie Chinatown
DSC_5925
Singapurskie Chinatown
singapur z dzieckiem
Singapurskie Little India
DSC_6175
Pomnik założyciela miasta Sir Stamford Raffles
untitled-3
Singa nocą z poziomu luksusowej restauracji rodem z filmów o Bondzie :) Ale się zdziwili jak wmaszerowaliśmy do niej w traperach i z dzieckiem w nosidle ;)

DSC_5956 DSC_5962 DSC_5982 DSC_5983
DSC_6095
DSC_6123

DSC_6146

DSC_6148

DSC_6136

DSC_6183

DSC_6268

DSC_6271

DSC_6287

DSC_6294

W oddalonej o parę kilometrów Malezji masa możliwych atrakcji jest jeszcze bardziej oszałamiająca: rajskie wyspy, kolonialne miasteczka, świątynie wszystkich religii świata (wraz z shopoholicyzmem) Kuala Lumpur i znane na całym świecie Petronas Towers, malezyjska dżungla, tor wyścigów F1 i wiele, wiele innych niesamowitych możliwości do zwiedzenia :)

I dodajmy – wszystkie miejsca są rewelacyjnie ze sobą skomunikowane, więc nie ma problemu, aby gdziekolwiek samemu dotrzeć.

My podróż po Malezji zaczęliśmy od dnia w historycznym miasteczku Melaka, w którym można sobie do woli spacerować kolonialnymi uliczkami pełnymi maleńkich domków chińskich i portugalskich kupców. Dzieciaki zapewne będą zachwycone przejażdżką na kwiatowej, multikolorowej rikszy, których tu pełno czy wspinaczką na historyczne wzgórze z ruinami kościoła Św. Pawła i płytami nagrobnymi z XVI wieku.

Dla starszych genialną opcją będzie Muzeum Łodzi Podwodnych z eksponatami do których można wejść i wszystkiego podotykać :) Mi za to ogromnie się spodobało muzeum – pałac Sułtanatu Melaki z eksponatami z różnych epok ułożonymi w świetne scenki tematyczne. Ponadto niedaleko jest też wodny park rozrywki Melaka Wonderland, w którym stwierdzicie, że tylko dzień zabawy to zdecydowanie za krótko ;)

DSC_6409

DSC_6359

DSC_6349

DSC_6343

DSC_6342

untitled-8
Muzeum Pałac Sułtanatu Melaki

DSC_6428

DSC_6441

DSC_6444

DSC_6521

Z Melaki pojechaliśmy zobaczyć o co tyle szumu przy okazji Grand Prix, czyli na tor wyścigów F1 w Sepang i dalej do Kuala Lumpur, gdzie również prze gościliśmy u K.E. – absolutnie fantastycznego pilota Malaysian Airlines. K.E. pokazał nam takie zakamarki Kuala Lumpur i okolic, jakich byśmy w życiu sami nie wyszperali z przewodnika, a i Lidzia była zachwycona na widok malutkiej wanienki jego synów i własnego wentylatorka z racji braku klimy w mieszkaniu ;p

DSC_6756

DSC_6877

DSC_6873

Dla ucieczki z wielkiego miasta pojechaliśmy do Batu Cave, czyli hinduistycznej świątyni w gigantycznej jaskini; a dalej do Kuala Lumpur Forest Research Institute, w którym mieliśmy namiastkę malezyjskiej dżungli. Trekking po tak dobrze okiełznanym dzikim terenie był rewelacyjny, bo idąc świetnie oznakowanym szlakiem można się wskrabać na podniebną ścieżkę w koronie drzew (do dziś nie wiem jakim cudem moja choroba wysokościowa się ulotniła i na nią weszłam ;p)

untitled-11
Moje piechury dwa :)
untitled-12
Conopy Walkway – da się przejść, byle nie patrzeć te 200 metrów w dół ;p
untitled-10
Batu Caves
malezja z dzieckiem
Batu Caves

Ponieważ mieliśmy już (chwilowy) przesyt tropikalnego upału ruszyliśmy na północ zwiedzić rejon plantacji herbaty i truskawek – Cameron Highlands.

To miejsce, w którym bardziej się po prostu jest niż cokolwiek robi (oprócz jeżdżenia po rozsianych po okolicznych wzgórzach plantacjach herbaty czy truskawek).

Co ciekawe tutejsza architektura jest mocno zeuropeizowana, więc nie tylko wilgotno-umiarkowany klimat przypomina nam tu domowe rejony. No i te truskawki ;)

malezja z dzieckiem
liściasta żabka
DSC_7058
Skorpionik

Jakkolwiek fajnie, miło i naturalnie było w Cameron, to tak naprawdę nie mogliśmy się doczekać finału naszej podróży, czyli tygodniowego pobytu na rodzinnej i absolutnie idylicznej wyspie Pulau Perhentian Besar:)

Powiem jedno – było sielsko i anielsko: morska bryza, lazur wody i nieba, przecudne rafy koralowe oddalone zaledwie o 5-6 metrów od bialuteńkiej plaży… Domki kryte słomą liśćmi czy deską palmową, przepyszne jedzenie prosto z morza tudzież z dżungli na wzgórzu i ta cisza….

Jeśli miałabym gdzieś wrócić zdecydowanie wróciłabym właśnie tutaj… Zresztą zobaczcie sami dlaczego:

malezja z dzieckiem
Widoczek z naszej chatki
malezja z dzieckiem
Nie wiem co ja z tym mam, ale od dziecka kocham widok palmy z kokosami :)

DSC_7223

DSC_7227

DSC_7230

DSC_7496

DSC_7541
DSC_7585

SINGAPUR, MALEZJA Z DZIECKIEM – PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI:

PRZELOT: najlepiej polować na newsy o super okazjach cenowych z portalu loter czy fly4free. My za nasze bilety zapłaciliśmy w sumie 1800 zł za 3 osoby :)

NOCLEGI: u nas króluje jak zawsze COUCHSURFING (serwis społecznościowy, w którym ludzie ze wszystkich stron świata oferują gościnę u siebie w domu lub chociaż oprowadzenie po swoim mieście).

A jeśli coś wynajmujemy to głównie przez genialny wg mnie serwis AIRBNB.PL – globalny portal (również w j. polskim), na którym prywatne osoby, choć czasem i firmy, oferują swoje kwatery. Nie dość, że zwykle ceny mają zdecydowanie bardziej atrakcyjne niż normalne guest house’y czy hotele, to jeszcze mamy możliwość bezpośredniego kontaktu z ‚lokalesem‚, który przybliży nam bardziej personalnie dane miejsce czy kraj :) Do tego możemy wynajmować pokoje od zwykłych pokoi u kogoś w domu po całe mieszkania czy domki. Naprawdę można trafić na niesamowite perełki :)

Klikając w ten link, macie na start przy zarejestrowaniu zniżkę €22 na pierwszą rezerwację :)

TRANSPORT: korzystajcie z lokalnych środków lokomocji – metro, autobusy i malezyjski PKS będzie niezawodny :)

TRANSPORT DZIECKA: zdecydowanie nosidło! Chusta też może być, choć bardziej dla niemowlaka, a dla przedziału 1-3 lata nosidło turystyczne ze stelażem będzie idealne. Dziecko nie tylko może siedzieć czy spać, ale przede wszystkim ma osłonę przed słońcem i ma większe poczucie bezpieczeństwa niż w niskim wózku – z perspektywy karku rodzica świat wydaje się pewniejszy :)

JEDZENIE: ja absolutnie kocham azjatycką kuchnię więc wszamię wszystko, ale z czystym sumieniem polecam jedzenie z ulicznych graj-kuchni czy wszelkiej maści lokalnych restauracyjek czy stoisk. Wyznacznik jest jeden – jeśli w danym miejscu stołują się lokalni mieszkańcy, to znaczy, że jest tu smacznie i bezpiecznie :) Choć zwykle na wszelki wypadek dla odkażenia żołądka przy podejrzanych potrawach pijemy colę – jak na razie zawsze działa :)

Li ubóstwiała wprost ryż we wszelkiej odmianie, dania owocowe i warzywne, więc nie było żadnego problemu z jej dietą :) Poza tym w każdym większym sklepie dostać można jedzonko w słoiczkach, mleko modyfikowane czy przekąski odpowiednie dla maluchów.

ZDROWIE: zgodnie z zaleceniem lekarza, szczepiliśmy Li tylko na pełen komplet szczepień obowiązkowych i zalecanych dla roczniaka. Nic poza tym. Malezja z dzieckiem to opcja pobytu w kraju czasem bardziej cywilizowany niż Polska, więc nie ma potrzeby się zbytnio martwić o zdrowie (oczywiście przy zachowaniu zasad zdrowego rozsądku).


Jeśli spodobał Ci się ten pomysł, będzie mi niesamowicie miło jeśli:

udostępnisz go na FACEBOOKU

lub

zostawisz komentarz >>>TUTAJ<<<

Dla Ciebie to chwila, a dla mnie cenna wskazówka czy chcesz więcej takich wpisów i czy to co piszę lub robię Ci odpowiada :)